niedziela, 12 kwietnia 2015

Rozdział 2. Ach, ten Potter.

- Liluś? - zagadną do mnie nieśmiało Potter.
- Czego? - warknęłam.
- Będziemy przyjaciółmi? - zapytał nieśmiało.
- Nigdy, Potter. - powiedziałam kokieteryjnie i wstałam. - Braciszku! - krzyknęłam.Roześmiałam się na widok jego, całującego się z jakąś drugoklasistką. - Szalejsz, bracie. -poklepałam po ramieniu zdezorientowanego chłopaka. - Chodź mam sprawę. - wzięłam go za rękę i poprowdziłam na korytarz; przechodząc koło Grubej Damy, która prychnęła i nie mogło obejść się bez złośliwych komentarzy.
- No słucham?
- Mógłbyś trzymać tego gumochłona z dala ode mnie? - zapytałam.
- O kim ty mówisz?
- No o Potterze! - krzyknęłam.
- O słyszałem swoje nazwisko, wymieniane tym słodkim głosikiem... - za portretu wyszedł obiekt rozmowy. - Czy było one w przyjemnym kontekście wymieniane? - skierował się do Syriusza.
- No wiesz... - podszedł do chłopaka i spojrzał na mnie, uśmiechnęłam się złośliwie. - Ile kroków? - zapytał.
- Minimum dużych 6. - mruknęłam złośliwie. Braciszek zaczął liczyć kroki i razem z tym cofał ode mnie Pottera.
- Może być? - Syriusz krzyknął z drugiego końca korytarza.
- Jest okey, czekaj. - podbiegłam do nich z niechęcią. Wyjęłam różdżkę i nią popchnęłam Pottera, za zakręt, tak aby nie było go widać. - Idealnie. - przybiłam piątkę z Syriuszem i poszłam z nim do wieży Gryffidoru.

Na obiedzie następnego dnia Potter usilnie próbował ze mną porozmawiać, ale ja go zawsze spławiałam.
- Co jesz? - zapytał pewnego razu.
- Sałatkę.
- Mogę cię nakarmić? Będzie słodko.
- Mogę wbić widelec w twoją rękę?
- Będzie bolało...
- Wiem. - uśmiechnęłam się a cała Wielka Sala wybuchnęła głośnym śmiechem. Chłopak naburmuszył się i oblał się szkarłatem. Syriusz przybił ze mną piątkę.


Szłam korytarzem obładowana książkami, gdy nagle usłyszałam znajome mi śmiechy.
- ...Smarkerusie, zciągnąć ci gacie? - zaśmiał się Potter. Pobiegłam do miejsca z, którego było słychać głosy. Wyjęłam różdżkę i skierowałam w Gryfona.
- Zostaw go, Potter. - warknęłam, chłopak uśmiechnął się i odwrócił się.
- Siostra! - usłyszałam Syriusza, którego wcześniej nie widziałam. - Nie przeszkadzaj! To Ślizgon!
- No i co, że Ślizgon?!
- No... to, że Ślizgon. - Potter przeczesał swoje włosy.
- Zostawcie go.
- Będziesz tak miła i się ze mną pogodzisz?
- Nigdy w życiu, Potter. Leviocorpus. - Gryfon uniósł się. - Syriuszku. - przytuliłam go i mruknęłam do ucha zakłopotanego chłopaka. : - Liberocorpus, wystarczy.
- Dzięki. - szepnął.
- Chodź, Severusie. Cel: lochy. - uśmiechnęłam się i pobiegłam z chłopakiem.

- ... ktoś wie co to jest za Eliksir? - podniosłam rękę.
- To Eliksir Niewidzialności. Można mieszać się z tłem... takie coś jak peleryna-niewidka. - usłyszałam cichy śmiech Pottera. - Jedynym minusem jest to, że w odróżnieniu od peleryny, która działa cały czas, ten Eliksir działa 10 minut. - powiedziałam dosyć pewnie.
- Brawo, panno...? - profesor Slughorn uśmiechnął się czule.
- Evans.
- No to panna Evans zdobyła 10 punktów dla Gryfindoru. - pogratulował mi. - Musicie podzielić się na chłopiec-dziewczynka, dobrze? Z kilkunastu lat nauczania wiem, że jak dziewczyna siedzi z chłopcem to mniej rozmawia i na odwrót. Panna Evans może siedzieć z... - rozejrzał się po klasie. - Z tym tam. - wskazał gestem głowy na Pottera. Dziewczyna zaczerwieniła się, a szczęśliwy chłopak usiadł obok mnie. Jak każdego usadowił, powiedział: - Tak będziecie siedzieć do końca roku, na pewno. Macie godzinę na uważenie idealnego Eliksiru Niewidzialności. - uśmiechnął się czule.
- Widzisz nawet Slughorn uważa, że do siebie pasujemy. Przypadek, nie sądzę. - puścił mi oczko i zaczął jak idiota patrzeć się na fiolki. Wysłałam błagane spojrzenie Syriuszowi, który siedział z Lucy. Moja mina wyrażała. '' Weź mnie stąd,albo zamień się z nim''. Chłopak wzruszył ramionami i spojrzał na mnie ze współczuciem.
- Podaj włos jednorożca. - rzuciłam oschle.
- To to? - zapytał podnosząc kłąb białych jak śnieg włosów.
- Tak. - warknęłam. - Łuskę smoka poproszę... - chłopak spojrzał na mnie pytająco. - Okey, ty stój. Ja będę robić. - powiedziałam.
- Nie lubię Eliksirów. - powiedział obojętnie.
- A mnie bardzo obchodzi co lubisz i czego nie lubisz. Domyślam się, że nie zrozumiesz, to był sarkazm.
- Czemu mnie nie lubisz?
- Bo nie. Wiesz są takie typy ludzi, których za milion galeonów nie polubisz.
- A ja cię lubię. - uśmiechnął się,a jego okulary spadły mu prawie z nosa.
- Tyle to wiem. - wywróciłam oczami i wróciłam do ważenia Eliksiru.
- Masz do tego talent. - powiedział, po dłuższej chwili.
- Nie wiem... zobaczymy co profesor powie. - mruknęłam dodając włókna smoka.Mikstura zrobiła się przezroczysta.
- O panna Evans! Idealnie uważony! Brawo. A pan Potter pomagał coś trochę? - zapytał zerkając na chłopaka.
- Ja.. - zaczął, ale nie dokończył bo mu przerwałam.
- Tak, pomagał. - wszystkie oczy zwróciły się w naszą stronę. James spojrzał na mnie z ze zdziwieniem.
- Dobrze, zdobywacie oboje po 20 punktów za każdego. - uśmiechnął się. Kiedy wychodziliśmy Potter do mnie podszedł i zapytał:
- Czemu to zrobiłaś?
- Ale co?
- No powiedziałaś Ślimakowi, że ci pomagałem.
- Nie wiem. Nie chciałam abyś miał problem. - warknęłam. Chłopak uśmiechnął się i chciał coś powiedzieć, ale ja to uprzedziłam. - Nie. Nie martwię się o ciebie.

 Weszłam do Pokoju Wspólnego i z uśmiechem zauważyłam Lucy i Anne siedzące na kanapie przy kominku.
- Witajcie. - ukłoniłam się nisko i usiadłam między nimi.
- Lucy ma problem... - Anne wywróciła oczami.
- Jaki? - zapytałam z niedowieżeniem.
- Twój brat zaprosił mnie na randkę.Nie wiem czy się zgodzić. - powiedziała, wpatrując się w swoje buty.
- Zgódź się. Raz grozi śmierć. - poklepałam ją po ramieniu, po czym przytuliłam.
- Jak bym chciał, abyś to mnie tak przytuliła... - rozmarzył się Potter, siadając obok nas.
- W snach. - warknęłam.
- Byłaś dzisiaj niegrzeczna. Idź już do mojego dormitorium! - wskazał palcem na prawą stronę przejść.
- Oczywiście. - skierowałam się w lewo.
- Nie! Lily stój! Powiedziałem do MOJEGO dormitorium! Stój! Czekaj! - krzyknął wchodząc na nasze schodach. Rozległa się syrena i schody stały się zjeżdzalnią.
- Nigdy nie przestanie mnie to bawić. - popłakałam się ze śmiechu, wspominając wczorajszą misję chłopaków pt. Dostać się do dormitorium dziewczyn.
- Ale Lilka, co ja ci zrobiłem, że mnie nie lubisz? - krzyknął Potter, podnosząc się z podłogi.
- Już ci mówiłam! Nie lubię cię i tyle! - uśmiechnęłam się i poszłam do mojego pokoju. Usłyszałam jeszcze niewyraźne 'Kiedyś się tam dostanę!' i zamknęłam drzwi. Położyłam się na moim łóżku i wyjęłam moją ulubioną mugolską książkę.
- Co czytasz? - usłyszałam męski głos z strony drzwi.
- Syriusz? Ale.. jak? - zapytałam, nie wieżąc własnym oczom.
- A jak myślisz co robiłem w bibliotece? - odpowiedział pytaniem na pytanie i usiadł koło mnie na łóżku.
-A inni wiedzą jak tu się dostać?- ze strachem zerknęłam na chłopaka.
- Nie. A wiesz, że nie trzeba żadnego zaklęcia! Tam jest taki przycisk! - krzyknął uradowany.
- Myślałam, że jesteś tak tępy i wogóle nic nie wymyślisz! - przytuliłam się do niego i zaczęłam wąchać jego perfumy.
- Mogę ci je pożyczyć jak ci się tak podobają! - roześmiał się. - James chodzi po pokoju i myśli jak cię zbajerować, więc uważaj... - spojrzał na mnie z uśmiechem.
- Coś wymyślił? - zapytałam powstrzymując wybuch śmiechu.
- Nie... nie wiem.  Co ci się podoba w chłopakach? - zapytał z uśmiechem.
- Nie wiem... - wzruszyłam ramionami.
-  Jesteś inna niż te wszystkie... tam. - wskazał na sąsiedni pokój. - One jak widzą Jamesa,to piszczą ze szczęścia. Stworzyły FunClub. I muszę ci się przyznać ja też mam swój FunClub. - ukłonił się nisko.
- Aha. - wybuchnęłam śmiechem. - Na gacie Merlina! Czego one nie wymyślą?! Taki obciach! - roześmiałam się.
- Wiesz... one myślą, że się w nich zakochamy.. - wybuchnął śmiechem, chowając głowę w dłonie. - Lubię cię, Ruda. - uśmiechnął się i przytulił się do mnie.
- Ja ciebie też, Syriusz. Ale nie licz na miłość. Jedynie wiesz... miłość typu : brat-siostra. - uśmiechnęłam się.
- Dobra, idę. - pocałował mnie w policzek i poszedł.

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Rozdział 1. Hogwart.

 Szłam za rękę z mamą dworcem King's Cross. Coraz mocniej ściskałam rękę rodzicielki. Bałam się, że to tylko sen. Wszystko było takie realne! Jestem czarownicą. Koło mnie szedł mój przyjaciel Severus Snape, z przetłuszczonymi włosami. Usiechnął się pokrzepiająco w moją stronę. Przebiegł przez barierkę miedzy peronami 9 i 10 i znikł... Matka spojrzała na mnie ze strachem. Doskonale wiedziałam, że nie mogą tam iść. Rozpędziłam się i w momencie przekroczenia ściany zamkęłam oczy. Nie udeżyłam w ścianę.
 Na peronie 9 i 3/4 było pełno ludzi. Rodzice dzieci patrzyły z uśmiechem jak ich potomkowie wchodzą do pociągu. Podążyłam za śladem Severusa i przy pierwszym lepszym wolnym przedziale, wskoczyliśmy do niego. Ja usiadłam po jednej stronie, a Sev po drugiej. Po kilkunastu minutach rozmowy do przedziału w, którym siedzieliśmy weszło dwóch chłopaków. Jeden przystojny - ciemne włosy opadały na jego ramiona, a niebieskie oczy błądziły po przedziale, jego oczy zatrzmały się na mnie. Drugi, odrobinę niższy z burzą brązowych włosów, bardzo rozczochranych i takiego samego koloru oczów, które były ukryte za drucianymi okularami. Chłopak spojrzał na nią z uśmiechem, a w jego oczach pojawiły się dziwne błyski.
- Cześć, moglibyśmy usiąść w tym przedziale? Wszystkie są już zajęte. - wymamrotał Okularnik.
- Jasne, siadajcie. - powiedziałam uprzejmie. Chłopcy uśmiechnęli się promiennie i zajęli miejsca. - Jestem, Lily Evans. A wy?
- Jestem James Potter. - ukłonił się nisko brozowooki.
- A ja Syriusz Black. - powiedział z uśmiechem ten przystojniejszy. - A ty to kto? - zapytał niezbyt uprzejmie Severusa.
- Jestem Seveus Snape. - powiedział. James i Sev dziwnie zaczęli się piorunować spojrzeniem. Wciągnęłam Seva w rozmowę, która trwała dosyć długo.
- Dobrze by było, abyś trafiła do Slytherinu. - powiedział.
- Do Slytherinu? - zapytał z szokiem James, który wcześniej nie był pochłonięty rozmową pozostałej dwójki.  - Ktoś tutaj chce być w Slyterinie? Chyba się gdzieś przesiądę, a ty? - zwrócił się w stronę Syriusza. Nie roześmiał się.
- Cała moja rodzina była Slytherinie. - powiedział.
- Jasny gwint! A ja myślałem, że z tobą wszystko w porządku!
Syriusz wyszczerzył zęby w uśmiechu.
- Może zerwę z rodzinną tradycją. A ty gdzie byś chciał być, jak mógłbyś wybierać?
James udał, że wznosi niewidzialny miecz.
- W Gryfindorze, gdzie kwitnie męska cnota. Jak mój ojciec.
Snape prychnął pogardliwie. James zwrócił się do niego.
- Przeszgadza ci to?
- Nie. - odparł Snape, choć jego drwiący uśmieszek mówił co innego. - Skoro wolisz mieć krzepe niż mózg...
- A ty gdzie byś chciał trafić skoro brakuje ci tego, i tego? - zapytał Syriusz.
James ryknął śmiechem. Wyprostowałam się, lekko zarumieniona,obrzucając Jamesa i Syriusza pogardliwym spojrzeniem.
- Chodź Severusie, znajdziemy sobie inny przedział.
- Oooooo...
James i Syriusz zaczęli przedrzeźniać mój wyniosły głos. James próbował podstawić Snape'owi nogę, gdy przechodził.
- Do zobacznia, Smarkerusie! - zawołał któryś z nich, gdy zatrzasnęły się drzwi przedziału.
Szłam korytarzem wraz z Severusem. Każdy z przedziałów był zajęty, lecz w jednym były dwie dziewczynki, które również wydawały mi się, dopiero zaczynały Hogwart.
- Em.. cześć, czy razem z kolegą możemy się tu dosiąść? - zapytała.
- Hej. Możesz tylko ty, chcemy pogadać, na jeden temat i nie chcę chłopców. - powiedziała dziewczynka o miedzinych włosach. Wysłałam Severusowi przepraszające spojrzenie i usiadłam, a on poszedł dalej. - Jak masz na imię?
- Lily. A wy? - zapytałam.
- Anne. - powiedziała blondynka, uśmiechając się do mnie.
- Lucy. - powiedziała z uśmiechem, odając mi rękę. Potrząsnęłam nią. - W którym domu chcesz być? Ja mam dylemat między Revenclawem, a Gryfindorem, a Anne chce być Gryfonką. Ładnie będzie jej w szkarłacie. Tobie też, Lily.  - posłała mi miły uśmiech.
- Sama nie wiem. Zobaczymy co potoczy nam życie, prawda? - powiedziałam.
- Wydajesz się być fajna. - Anne uśmiechnęła się promiennie.
- Dziękuję. - oblałam się szkarłatem.
- Widziałyście jakiś przystojniaków? - zapytała Lucy, siadając po turecku na siedzeniach.
Anne zachichotała.
- Ty tylko o chłopakach. Nie myślisz o nauce? A tak swoją drogą nikogo takiego nie widziałam. - mruknęła.
- A ty? - skierowała pytanie do mnie. Przed oczmi pojawili mi się Syriusz i James.
- NIkogo takiego nie widziałam. - powiedziałam, zapominając o Okularniku i niebieskookim.
Okazało się, że owe dziewczyki, to naprawdę miłe i ciepłe osoby, z poczuciem humoru i dawką inteligencji, od razu za przyjaźniłyśmy się.
- Pirszowrczni za mną! - zawołał pokaźnych rozmiarów mężczyzna. Wszyscy pierwszoroczni poszli za gajowym i weszli do łodzi.

- Witajcie, drodzy uczniowie! Za pewne zdajecie sobie sprawę, że jesteście w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Jak przejdziecie próg tych drzwi zacznie się wasze nowe życie. Już nic nie będzie takie jak dawniej! Zostaniecie przydzieleni do czterech domów a zwą się one: Gryfindor, Revenclaw, Hufflepuff i Slytherin...
- Proszę pani a nie można by było tego ostatniego jakoś usunąć czy coś... ? - usłyszałam znajomy mi głos.
- Nie, panie... ?
- Potter. - powiedział z uśmiechem.
- Dobrze, a więc skończę to co zaczęłam mówić, zanim pan Potter mi przerwał.- powiedziała profesor McGonagall z lekką irytacją. - Zostaniecie przydzieleni do czterech domów... nazwy już podałam... i każdy z was ma być chlubą swojego domu! Zbieracie punkty dla swojgo domu i te punkty tracicie. Na koniec roku jest ogłaszane, który dom zdobywa Puchar Domów, czyli, który miał najwięcej punktów.Zapraszam. - otwarły się drzwi. Ukazała mi się ogromna sala z czterema stołami, w czterech kolorach. Sufit był zaczarowany, więc przedstawiał niebo. Szłam w parze z jakąś dziewczynką z blond włosami, która wyglądała jak lalka Barbie. Stanęliśmy przed podestem i profesor McGonagall znów zaczęła mówić. - Będę wyczytywać was po imieniu i nazwisku, a każdy będzie podchodził i siadał na krzesełku, po czym nałożymy mu Tiarę Przydziału. - ceremonia się zaczęła. Syriusz i Anne zostali przydzieleni do Gryfindoru.
- Evans, Lily! - nauczycielka transmutacji wywołała mnie i na drżących nogach usiadłam na stołku. Tiara ledwo dotknęła moich włosów, a krzyknęła:
- GRYFINDOR! - pobiegłam do stołu Gryfonów, gdzie przywitali mnie okrzykami radości. Syriusz posunął się jej tak, abym mogła koło niego usiąść. Zrobiłam tak, ale poznałam go i zrobiłam obrażoną minę. Dołączyli do nas również jakiś Remus, Peter i Potter. Posłałam smutne spojrzenie Sev'owi.
- Severus, Snape!
- SLYTHERIN! - chłopiec poszedł na drugi koniec Sali, coraz bardziej ode mnie oddalając. Koło mnie usiadła jeszcze Lucy.
- Witam. Lily, tak? - zwrócił się do mnie Syriusz.
- Tak. - powiedziałam.
- Wybaczysz mi moje winy? I zaprzyjaźnimy się? - zapytał. Dziewczyna podałam mu rękę i uśmiechnęłam się.
- A mi wybaczysz? - odwróciłam się i dostrzegłam chłopca z drucianymi okularami.
- Nie. - powiedziałam, rzucając mu pogardliwe spojrzenie.
- Dlaczego jemu wybaczyłaś, a mi nie? - zapytał.
- Bo on wydaje się być fajny, w odróżnieniu do ciebie. - uśmiechnęłam się słodko, a wszyscy co to słyszeli parsknęli śmiechem.
- Pierwszoroczni Gryfoni, proszę za mną! - jakaś prefekt, Gryfonką, krzyknęła, a wszyscy wywołani za nią poszli. Szłam ciemnymi korytarzami, trzymając się Lucy i Anne. - Uważajcie, tu jest jeden fałszywy stopień, co zawsze robi figle. - powiedziała wskazując różdżką w jeden stopień i przeskakując go. Każdy zrobił tak jak ta dziewczyna. Jedynie pulchny i niski chłopiec, Peter, na niego stanął i omało nie spad, co wywołało śmiech, niektórych osób. - Mówiłam,abyście uważali. - mruknęła podchodząc do chłopca i pomagając mu wstać. Poszliśmy dalej i zatrzymaliśmy się pod obrazem pewnej grubszej kobiety.- Widzicie, aby dostać się do Wieży Gryfidoru, trzeba powiedzieć hasło. Fasolki wszystkich smaków.- obraz przesunął się, ukazując spore pomieszczenie. - Tutaj trwa wasze życie dzienne. Tutaj odrabiacie lekcje, uczycie się, choć to można robić to też w dermitorium. Właśnie... dermitorium dziewcząt są na lewo, chłopców na prawo. Dziewczynki mogą się dostać do chłopców, chłopcy do dziewczynek już nie.
- A czemu? - zapytał z uśmieszkiem Syriusz, który stał obok mnie i przez drogę cały czas mnie pilnował, abym się nie bała duchów.
- Bo schody zmienią się w zjeżdzalnie! - krzyknął z uśmiechem jakiś chłopak siedzący przy kominku.
- Daniel, cicho! To ja jestem prefektem!- krzyknął towarzysz dziewczyny, która nas prowadziła.
- A ja jestem Isabelle, w razie jakiś pytań proszę do mnie, lub do mojego kolegi. - wywróciła oczami. - Erick, to jest. - powiedziała zimno. - Możecie się rozejść. Wasze rzeczy są w waszych dermitoriach.Będzie na drzwiach napisane wasze imię i nazwisko.- uśmiechnęła się i odeszła.
- Ruda! - odwróciłam się i zobaczyłam stojącego na schodach Syriusza. - Przyjdź z dziewczynami z twojego dermitorium do mojego dermitorium, jak się rozpakujecie, okey?- pokiwałam głową i poszłam szukać mojego pokoju. Zapukałam i weszłam. Czekała na mnie miła niespodzianka.
- Lily! Mamy razem pokój! -krzyknęła Lucy i podbiegła do mnie. Ty śpisz tam. - pokazała mi łóżko przy oknie.
- Rozpakujcie się szybko, bo Syriusz nas zaprosił do siebie! - dziewczyny spojrzały na mnie z uśmiechem i najszybciej jak mogły zaczęły wszystko układać, a ja razem z nimi. Po dziesięciu minutach wszystko było jak należy.
- No to idziemy. - wyszłyśmy i skierowałyśmy do dermitorium męskich. - Szukajcie Syriusz Black. - nakazałam dziewczyną.
- Lilka, tutaj. - Lucy pokazała na drzwi. Zapukałyśmy i nastał szok.
- Jezu, jaki burdel! - krzyknęła Anne.
- Ty znowu tutaj? - powiedziałam znudzona. Potter wzruszył ramionami.
- Co ty się tak na niego uwzięłaś? - zapytał młody Black.
- Bo wydaje się być wredny. - wzruszyłam ramionami, a Potter spojrzał na mnie ze złością.
- Nie ocenia się książki po okładce! - krzyknęły dziewczyny.
- Włosne!- krzyknął Peter, przegryzając kanapkę.
- Czy ty musisz cały jeść? - zapytał chłopak siedzący ukryty w koncie. - Jestem Remus. - przywitał się z dziewczynami i schodząc z łóżka i całując każdej z nas rękę. Anne oblała się szkarłatem. Usiadłam na łóżku Syriusza i obejrzałam się dookoła;pokój był taki sam jak nasz, jedynie my nie miałyśmy takiego bałaganu.
- Pomóc ci? - zapytałam niebieskookiego.
- Jasne!- krzyknął radośnie. Potter spojrzał z nie dowieżeniem na to jak pomagam Syriuszowi składać ubrania.
- A mi ktoś pomoże? - zapytał James.
- Wybacz, ale już komuś pomagamy... - Lucy puściła mu oczko i z zażenowaniem wyjmowała jedzenie z kufra Petera, natomiast Anne gadała z Remusem, oraz oglądała jego książki.
- Jesteście zupełnie inni! - krzyknęłam. Każdy spojrzał na mnie ze zdziwieniem. - Remus - lubi książki. Peter - kocha jedzenie i myślę, że nie znajdzie nigdy dziewczyny, bo wolałby swoje słodycze. Potter... - spojrzał na mnie z wyczekiwaniem. - bez komentarza i gwiazda waszego pokoju Syriusz... wybaczcie. - spojrzałam na resztę członków tego pokoju-  najprzystojniejszy itp. - powiedziałam z uśmiechem. Syriusz promieniował radością, a Potter mierzył mnie zwrokiem. - Jezu, koleś! Po co ci tyle kosmetyków! Ty nie dziewczyna! - krzyknęłam wyjmując z jego kufra mega zestaw, wszyscy wybuchnęli śmiechem!
- Rudzielcu, mój, ty nic nie rozumiesz! Moje piękne włosy chyba z kąś musiały się wziąc, głębokie niebieskie oczy itp. Ruda, czy ja ci się podobam? - zapytał z uśmiechem.
- Oj, Syriuszu. Jesteś przystojny to fakt. Najprzystoniejszy chłopak jakiego widziałam w Hogwarcie. - zaświeciły mu się oczy, a Potter robił się czerwony ze złości. - Lubię cię i tak dalej... i tyle.
- Będziesz moją udawaną siostrzyczką? - uśmiechnął się.
- Jasne! - przytuliłam się do niego. - Braciszku, ładnie pachniesz...
- Widzisz! I o tym mówię! Już wiesz po co mi są te kosmetyki? - powiedział z satysfakcją.
- Tak, wiem. - powiedziałam i wywróciłam oczami.
- A ja ci się podobam? - zapytał czerwony Potter.
- Potter, co ci się stało? Masz gorączkę, jakiś taki czerwony jesteś. Nie zauważyłam cię...
- Właśnie widzę.
- Nie, nie podobasz mi się. - mruknęłam, na co Syriusz wybuchnął śmiechem.
- Oj biedny ty. Nie masz szczęścia. - poklepał go po ramieniu Remus. - Pierwszy kosz boli najbardziej... - zrobił poważną minę.
- To nie był kosz! - warknął. - Evans, umówisz ze mną się?
- Jak trolle zaczną latać. - powiedziałam kokieteryjnie i przytuliłam się do mojego braciszka. - Ładne masz perfumy. - szepnęłam.
- Wiem. Domyśliłem się dlaczego się do mnie przytulasz. - pokazał mi język. Był ode mnie wyższy, dużo wyższy. - Rude nie są złe. - powiedział mi na ucho.
- Czy wy chcecie być parą? - usłyszałam za sobą głos roześmianej Lucy.
- Nie! - wybuchnęliśmy oboje śmiechem.
- Jesteśmy rodzeństwem! - powiedziałam i posłałam uśmiech w stronę brata. - Dobra, żegnam. Ja chcę się wyspać na jutrzejsze lekcje. - mruknęłąm przytulając Syriusza i całując go w policzek. Chłopak był zdziwiony ale nic nie powiedział. Przytuliłam jeszcze Remusa i Petera, a Pottera nawet nie dotknęłam. Wyszłyśmy i szybkim krokiem ruszyłyśmy do naszego dermitorium.
- I jak wam się podoba? - zapytał Potter, chłopaków.
- Co? - zapytali równocześnie.
- No moja przyszła dziewczyna! Zobaczycie w tym roku będzie moja! - powiedział uśmiechnięty James.
- O kim ty mówisz? - zapytali równocześnie.
- No o Lily, barany! - wszyscy wybuchęli śmiechem, a zdezorientowany James nie wiedział co się dzieje.
- Oj nie nie, James. To idealny materiał na moją przyszłą dziewczynę. - Syriusz spojrzał współczująco na kolegę, a reszta pokiwała głowami.

sobota, 4 kwietnia 2015

Prolog.

Zastanawiałeś się ile można zyskać, utracić, naprawić, w jednej sekundzie?
Zastanawiałeś się czy przyjaciel może okazać się wrogiem?
Niekiedy tracimy osoby,które kochamy. A innym razem odtrącamy prawdziwą miłość pod pretekstm dawnych lat.
Jestem Lily Evans, a to historia mojego życia.