- Czego? - warknęłam.
- Będziemy przyjaciółmi? - zapytał nieśmiało.
- Nigdy, Potter. - powiedziałam kokieteryjnie i wstałam. - Braciszku! - krzyknęłam.Roześmiałam się na widok jego, całującego się z jakąś drugoklasistką. - Szalejsz, bracie. -poklepałam po ramieniu zdezorientowanego chłopaka. - Chodź mam sprawę. - wzięłam go za rękę i poprowdziłam na korytarz; przechodząc koło Grubej Damy, która prychnęła i nie mogło obejść się bez złośliwych komentarzy.
- No słucham?
- Mógłbyś trzymać tego gumochłona z dala ode mnie? - zapytałam.
- O kim ty mówisz?
- No o Potterze! - krzyknęłam.
- O słyszałem swoje nazwisko, wymieniane tym słodkim głosikiem... - za portretu wyszedł obiekt rozmowy. - Czy było one w przyjemnym kontekście wymieniane? - skierował się do Syriusza.
- No wiesz... - podszedł do chłopaka i spojrzał na mnie, uśmiechnęłam się złośliwie. - Ile kroków? - zapytał.
- Minimum dużych 6. - mruknęłam złośliwie. Braciszek zaczął liczyć kroki i razem z tym cofał ode mnie Pottera.
- Może być? - Syriusz krzyknął z drugiego końca korytarza.
- Jest okey, czekaj. - podbiegłam do nich z niechęcią. Wyjęłam różdżkę i nią popchnęłam Pottera, za zakręt, tak aby nie było go widać. - Idealnie. - przybiłam piątkę z Syriuszem i poszłam z nim do wieży Gryffidoru.
Na obiedzie następnego dnia Potter usilnie próbował ze mną porozmawiać, ale ja go zawsze spławiałam.
- Co jesz? - zapytał pewnego razu.
- Sałatkę.
- Mogę cię nakarmić? Będzie słodko.
- Mogę wbić widelec w twoją rękę?
- Będzie bolało...
- Wiem. - uśmiechnęłam się a cała Wielka Sala wybuchnęła głośnym śmiechem. Chłopak naburmuszył się i oblał się szkarłatem. Syriusz przybił ze mną piątkę.
Szłam korytarzem obładowana książkami, gdy nagle usłyszałam znajome mi śmiechy.
- ...Smarkerusie, zciągnąć ci gacie? - zaśmiał się Potter. Pobiegłam do miejsca z, którego było słychać głosy. Wyjęłam różdżkę i skierowałam w Gryfona.
- Zostaw go, Potter. - warknęłam, chłopak uśmiechnął się i odwrócił się.
- Siostra! - usłyszałam Syriusza, którego wcześniej nie widziałam. - Nie przeszkadzaj! To Ślizgon!
- No i co, że Ślizgon?!
- No... to, że Ślizgon. - Potter przeczesał swoje włosy.
- Zostawcie go.
- Będziesz tak miła i się ze mną pogodzisz?
- Nigdy w życiu, Potter. Leviocorpus. - Gryfon uniósł się. - Syriuszku. - przytuliłam go i mruknęłam do ucha zakłopotanego chłopaka. : - Liberocorpus, wystarczy.
- Dzięki. - szepnął.
- Chodź, Severusie. Cel: lochy. - uśmiechnęłam się i pobiegłam z chłopakiem.
- ... ktoś wie co to jest za Eliksir? - podniosłam rękę.
- To Eliksir Niewidzialności. Można mieszać się z tłem... takie coś jak peleryna-niewidka. - usłyszałam cichy śmiech Pottera. - Jedynym minusem jest to, że w odróżnieniu od peleryny, która działa cały czas, ten Eliksir działa 10 minut. - powiedziałam dosyć pewnie.
- Brawo, panno...? - profesor Slughorn uśmiechnął się czule.
- Evans.
- No to panna Evans zdobyła 10 punktów dla Gryfindoru. - pogratulował mi. - Musicie podzielić się na chłopiec-dziewczynka, dobrze? Z kilkunastu lat nauczania wiem, że jak dziewczyna siedzi z chłopcem to mniej rozmawia i na odwrót. Panna Evans może siedzieć z... - rozejrzał się po klasie. - Z tym tam. - wskazał gestem głowy na Pottera. Dziewczyna zaczerwieniła się, a szczęśliwy chłopak usiadł obok mnie. Jak każdego usadowił, powiedział: - Tak będziecie siedzieć do końca roku, na pewno. Macie godzinę na uważenie idealnego Eliksiru Niewidzialności. - uśmiechnął się czule.
- Widzisz nawet Slughorn uważa, że do siebie pasujemy. Przypadek, nie sądzę. - puścił mi oczko i zaczął jak idiota patrzeć się na fiolki. Wysłałam błagane spojrzenie Syriuszowi, który siedział z Lucy. Moja mina wyrażała. '' Weź mnie stąd,albo zamień się z nim''. Chłopak wzruszył ramionami i spojrzał na mnie ze współczuciem.
- Podaj włos jednorożca. - rzuciłam oschle.
- To to? - zapytał podnosząc kłąb białych jak śnieg włosów.
- Tak. - warknęłam. - Łuskę smoka poproszę... - chłopak spojrzał na mnie pytająco. - Okey, ty stój. Ja będę robić. - powiedziałam.
- Nie lubię Eliksirów. - powiedział obojętnie.
- A mnie bardzo obchodzi co lubisz i czego nie lubisz. Domyślam się, że nie zrozumiesz, to był sarkazm.
- Czemu mnie nie lubisz?
- Bo nie. Wiesz są takie typy ludzi, których za milion galeonów nie polubisz.
- A ja cię lubię. - uśmiechnął się,a jego okulary spadły mu prawie z nosa.
- Tyle to wiem. - wywróciłam oczami i wróciłam do ważenia Eliksiru.
- Masz do tego talent. - powiedział, po dłuższej chwili.
- Nie wiem... zobaczymy co profesor powie. - mruknęłam dodając włókna smoka.Mikstura zrobiła się przezroczysta.
- O panna Evans! Idealnie uważony! Brawo. A pan Potter pomagał coś trochę? - zapytał zerkając na chłopaka.
- Ja.. - zaczął, ale nie dokończył bo mu przerwałam.
- Tak, pomagał. - wszystkie oczy zwróciły się w naszą stronę. James spojrzał na mnie z ze zdziwieniem.
- Dobrze, zdobywacie oboje po 20 punktów za każdego. - uśmiechnął się. Kiedy wychodziliśmy Potter do mnie podszedł i zapytał:
- Czemu to zrobiłaś?
- Ale co?
- No powiedziałaś Ślimakowi, że ci pomagałem.
- Nie wiem. Nie chciałam abyś miał problem. - warknęłam. Chłopak uśmiechnął się i chciał coś powiedzieć, ale ja to uprzedziłam. - Nie. Nie martwię się o ciebie.
Weszłam do Pokoju Wspólnego i z uśmiechem zauważyłam Lucy i Anne siedzące na kanapie przy kominku.
- Witajcie. - ukłoniłam się nisko i usiadłam między nimi.
- Lucy ma problem... - Anne wywróciła oczami.
- Jaki? - zapytałam z niedowieżeniem.
- Twój brat zaprosił mnie na randkę.Nie wiem czy się zgodzić. - powiedziała, wpatrując się w swoje buty.
- Zgódź się. Raz grozi śmierć. - poklepałam ją po ramieniu, po czym przytuliłam.
- Jak bym chciał, abyś to mnie tak przytuliła... - rozmarzył się Potter, siadając obok nas.
- W snach. - warknęłam.
- Byłaś dzisiaj niegrzeczna. Idź już do mojego dormitorium! - wskazał palcem na prawą stronę przejść.
- Oczywiście. - skierowałam się w lewo.
- Nie! Lily stój! Powiedziałem do MOJEGO dormitorium! Stój! Czekaj! - krzyknął wchodząc na nasze schodach. Rozległa się syrena i schody stały się zjeżdzalnią.
- Nigdy nie przestanie mnie to bawić. - popłakałam się ze śmiechu, wspominając wczorajszą misję chłopaków pt. Dostać się do dormitorium dziewczyn.
- Ale Lilka, co ja ci zrobiłem, że mnie nie lubisz? - krzyknął Potter, podnosząc się z podłogi.
- Już ci mówiłam! Nie lubię cię i tyle! - uśmiechnęłam się i poszłam do mojego pokoju. Usłyszałam jeszcze niewyraźne 'Kiedyś się tam dostanę!' i zamknęłam drzwi. Położyłam się na moim łóżku i wyjęłam moją ulubioną mugolską książkę.
- Co czytasz? - usłyszałam męski głos z strony drzwi.
- Syriusz? Ale.. jak? - zapytałam, nie wieżąc własnym oczom.
- A jak myślisz co robiłem w bibliotece? - odpowiedział pytaniem na pytanie i usiadł koło mnie na łóżku.
-A inni wiedzą jak tu się dostać?- ze strachem zerknęłam na chłopaka.
- Nie. A wiesz, że nie trzeba żadnego zaklęcia! Tam jest taki przycisk! - krzyknął uradowany.
- Myślałam, że jesteś tak tępy i wogóle nic nie wymyślisz! - przytuliłam się do niego i zaczęłam wąchać jego perfumy.
- Mogę ci je pożyczyć jak ci się tak podobają! - roześmiał się. - James chodzi po pokoju i myśli jak cię zbajerować, więc uważaj... - spojrzał na mnie z uśmiechem.
- Coś wymyślił? - zapytałam powstrzymując wybuch śmiechu.
- Nie... nie wiem. Co ci się podoba w chłopakach? - zapytał z uśmiechem.
- Nie wiem... - wzruszyłam ramionami.
- Jesteś inna niż te wszystkie... tam. - wskazał na sąsiedni pokój. - One jak widzą Jamesa,to piszczą ze szczęścia. Stworzyły FunClub. I muszę ci się przyznać ja też mam swój FunClub. - ukłonił się nisko.
- Aha. - wybuchnęłam śmiechem. - Na gacie Merlina! Czego one nie wymyślą?! Taki obciach! - roześmiałam się.
- Wiesz... one myślą, że się w nich zakochamy.. - wybuchnął śmiechem, chowając głowę w dłonie. - Lubię cię, Ruda. - uśmiechnął się i przytulił się do mnie.
- Ja ciebie też, Syriusz. Ale nie licz na miłość. Jedynie wiesz... miłość typu : brat-siostra. - uśmiechnęłam się.
- Dobra, idę. - pocałował mnie w policzek i poszedł.